Prawdziwe skupienie

Prawdziwe skupienie nie oznacza koncentracji na jednej tylko rzeczy. Choć mówimy: “Zajmuj się tylko jednym na raz.”, to trudno wyjaśnić, o co chodzi. Nie staramy się na niczym konkretnym skupiać, a jednocześnie jesteśmy na to przygotowani. Jeśli na przykład skupiam spojrzenie na kimś w zendo, innym nie jestem w stanie poświęcać uwagi. Dlatego gdy praktykuję zazen, nie patrzę na nikogo. A wówczas zauważę, że ktoś się porusza.

Awalokiteśwara jest bodhisattwą współczucia. Awalokiteśwarę czasem przedstawia się jako mężczyznę, a czasem w postaci kobiecej. Miewa niekiedy tysiąc rąk, by pomagać innym, gdyby jednak skupiła się na jednej, pozostałe 999 byłoby bezużyteczne.

Od pradawnych czasów główną sprawą w praktyce jest mieć czysty, spokojny umysł – niezależnie, co robisz. Nawet kiedy jesz coś smacznego, masz mieć wystarczająco spokojny umysł, by doceniać wysiłek, jakiego było trzeba, by to jedzenie przygotować, a także potrzebnego do stworzenia naczyń, pałeczek, misek i wszystkiego, czym się posługujemy. Mając wyciszony umysł możemy docenić smak każdego warzywa, pojedynczo. Nie przyprawiamy zanadto jedzenia, więc możemy cenić właściwości każdego składnika. Tak przygotowujemy i spożywamy nasze posiłki.

Znać kogoś to czuć smak tej osoby – tego, co od danej osoby czujesz. Wszyscy mamy swoje smaki, konkretną osobowość, z której pochodzą rozmaite uczucia. Cenić tę osobowość i smak w pełni równa się posiadaniu z tym kimś dobrego kontaktu. Możemy się w takiej sytuacji naprawdę przyjaźnić. Przyjaźnić się nie znaczy lgnąć do kogoś czy próbować się przypodobać, ale w pełni tę osobę cenić.

Żeby można było cenić rzeczy czy ludzi, potrzeba nam spokojnych i jasnych umysłów. Praktykujemy więc zazen czyli „po prostu siedzenie” nie nastawiając się na jakikolwiek zysk. To czas, kiedy jesteś sobą. „Ustanawiasz siebie na sobie.” Ta praktyka przynosi nam wolność, ale może to, co ty rozumiesz przez wolność a co określa tak buddyzm zen, to dwie różne rzeczy. By osiągnąć wolność krzyżujemy nogi, prostujemy kręgosłup, a oczom i uszom pozwalamy na otwartość na wszystko. Taka gotowość czy otwartość są o tyle ważne, że mamy tendencję do kierowania się ku skrajnościom i przywierania. W ten sposób możemy stracić spokój umysłu i jego zwierciadlaną jakość.

Spokój i przejrzystość umysłu uzyskujemy przez praktykę zazen, jednak nie możemy niczego wymuszać na sobie albo uzyskiwać wyjątkowego stanu umysłu. Może wydaje wam się, że mieć umysł jak zwierciadło to praktyka zen. Tak jest, ale jeśli praktykujesz zazen, żeby taki stan umysłu osiągnąć, to mnie chodzi o inny rodzaj praktyki. Praktykujesz wówczas sztukę zen.

Różnica między sztuką zen a prawdziwym zen jest taka, że prawdziwe zen już masz, bez żadnych zabiegów. Kiedy starasz się coś zrobić, umyka ci to. Skupiasz się na jednej ręce z tysiąca. Tracisz 999 rąk. Dlatego właśnie mówimy: „Po prostu siedź.” To nie znaczy, że masz w ogóle zatrzymać umysł albo zupełnie skupić się na oddechu – choć to pomaga. Liczenie oddechów może ci się znudzić, bo niewiele to dla ciebie znaczy, ale z tego wniosek, że umknęło ci prawdziwe znaczenie praktyki. Praktykujemy skupienie lub pozwalamy, by myśl podążała za oddechem, żeby nie wdawać się w żadną skomplikowaną praktykę, w której byśmy się pogubili dążąc do jakiegoś osiągnięcia.

Uprawiając sztukę zen starasz się być niczym biegły mistrz zen o wielkiej sile i dobrej praktyce: „O, chcę być taki jak on. Muszę się bardziej postarać.” W sztuce zen ma znaczenie, czy linia jest prosta i jak kierować umysłem. Tylko że zen jest dla wszystkich, nawet jeśli nie umiesz narysować prostej linii. Jeśli w ogóle umiesz narysować linię, to narysuj, i to jest zen. W przypadku dzieci to zupełnie naturalne, choćby linia nie była prosta, jest piękna. Czy więc krzyżowanie nóg ci się podoba czy nie, i czy sądzisz, że to umiesz czy nie, jeśli wiesz, czym jest prawdziwe zazen, możesz to zrobić.

Najważniejsze w naszej praktyce jest to, by podążać za grafikiem i praktykować z ludźmi. Może sądzisz, że to grupowa praktyka, ale tak nie jest. Praktyka grupowa to coś innego, inny rodzaj sztuki. W czasie wojny niektórzy młodzi ludzie w Japonii na fali bojowych nastrojów cytowali mi tę frazę z Shushogi: „Zrozumieć narodziny i śmierć to główny punkt praktyki.” Twierdzili, że choć o tej sutrze niczego nie wiedzą, łatwo przyjdzie im umrzeć na froncie. To jest praktyka grupowa. W asyście trąb, broni i wojowniczych okrzyków umrzeć jest dość łatwo.

Ten rodzaj praktyki to też nie jest nasz styl. Chociaż praktykujemy z ludźmi, naszym celem jest praktyka z górami i rzekami, z drzewami i kamieniami, ze wszystkim, co nas otacza, co wypełnia wszechświat, byśmy odnaleźli się w tym wielkim kosmosie. Kiedy praktykujemy w tym wielkim świecie, intuicyjnie wiemy, którędy podążać. Kiedy otoczenie daje ci sygnał, którędy iść, choć nie wiesz nawet, że kierujesz się jakąś wskazówką, to podążasz, gdzie trzeba.

Dobrze jest praktykować naszą drogę, tylko że może ci przyświecać błędny zamysł. Ale i wtedy, jeśli myślisz tak: „Popełniam błąd, ale i tak nic innego mi nie pozostaje, jak praktykować dalej.”, to nie ma się czym martwić. Jeżeli otwierasz prawdziwe oczy i przyjmujesz siebie z tym niewłaściwym zamysłem w praktyce, to to właśnie jest prawdziwa praktyka.
Akceptujesz to, że myślisz, bo to już się dzieje. Nic na to poradzić nie możesz. Nie ma potrzeby wyzbywać się myślenia. Nie chodzi o to, co właściwe i niewłaściwe, ale o to, jak szczerze przyjmować z otwartym umysłem to, co właśnie robisz. To jest najważniejsze. Kiedy praktykujesz zazen, przyjmiesz to ja, które o czymś myśli, nie starając się uwolnić od pojawiających się obrazów. „O, i znowu!” A kiedy ktoś się porusza gdzieś tam, to „O, rusza się.” I gdy przestaje się poruszać, oczy ci się nie zmieniają. Tak właśnie widzą, gdy na nic konkretnego nie patrzysz. W ten sposób praktyka obejmuje wszystko, kolejne zdarzenia, a ty nie tracisz spokoju umysłu.

Zasięg tej praktyki nie ma granic. Mając ją za podstawę dysponujemy prawdziwą wolnością. Kiedy oceniasz siebie posługując się kategoriami dobra i zła, tego, co prawidłowe i nieprawidłowe, używasz wartości względnych, przez co tracisz wartość absolutną. Kiedy oceniasz się miarą bezkresną, niezależnie, kim jesteś, ustanawiasz siebie naprawdę na sobie. To wystarczy, choć wydaje ci się, że potrzebujesz lepszej miary siebie. Jeśli to zrozumiesz, dowiesz się, czym jest prawdziwa praktyka istot ludzkich i całej reszty.

Dziękuję wam bardzo.

Rosi Shunryū Suzuki, „not always so”, rozdz. True Concentration, tłum. Totai

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *