Zbieram tu linki i materiały związane z Sutrą Serca. Okaże się, czy ten tytuł się sprawdza – może za mało uniwersalny?
Wykonanie Sutry Serca po japońsku z klasztoru Eihei-ji z 1959 r.
Zbieram tu linki i materiały związane z Sutrą Serca. Okaże się, czy ten tytuł się sprawdza – może za mało uniwersalny?
Wykonanie Sutry Serca po japońsku z klasztoru Eihei-ji z 1959 r.
Chciałem podzielić wrażeniami z wizyty w Zen Zentrum Berlin e.V. (po naszemu: Kwan Um). Zwykle, kiedy gdzieś jadę, szukam miejsca zen do siedzenia. Kiedy gdzieś siedzę, mam większe poczucie, że się witam z duchami miasta, do którego przyjeżdżam. Zawiązuję więź. Proszę o przyjęcie. A też od razu jestem u siebie, kiedy idę siedzieć.
Więc i w czasie wizyty w Berlinie poszukałem miejsca. Spodobało mi się szczególnie to, że mają ranną praktykę: w dni powszednie zaczynają o 5:30 i siedzą do 7:30. I to na nią się wybrałem. We wtorki i piątki siedzą też popołudniami. Planu szczegółowego nie sprawdziłem. Skarpetek nie wziąłem i tym samym popełniłem fopa – na szczęście nowopoznany kolega Ben pożyczył. Szczerze wątpię, bym kiedyś w życiu zaczynał znajomość od pożyczenia skarpetek. Zresztą – pożyczyć to jeszcze, ale potem oddać…? Oprócz Bena był na miejscu też Michael.
A to, że planu nie sprawdziłem, miało taką konsekwencję, że kiedy okazało się, że zaczynają dzień od stu ośmiu pokłonów to właściwie się trochę zdyszałembochociażkondycjęmamnienajgorszątojednak… Uf. Potem śpiewy: koreański styl, z takim (nie wiem, czy dobrze to nazywam) otwartym gardłem, mocno, głośno, ale nie wymuszenie. I jakoś tak przyjemnie widzieć te podobne, jednak trochę inne wyrazy Sutry Serca na przykład w wersji koreańskiej. Albo niemieckiej. To sprawiło, że pomyślałem o linii przekazu: jak się wije – Polak z tradycji zen siedzący z Niemcami, śpiewający razem po koreańsku tekst, który kiedyś chyba był po chińsku, a wywodzący się z Indii z oralnego przekazu w pali lub sanskrycie. I że byłem już w podobnej sytuacji, gdy językiem obowiązującym był kataloński czy angielski (domyślacie się, że wtedy oczywiście nie z Niemcami śpiewałem raczej, ale nawet jeśli się domyślacie, to wolę to uzupełnić, bo potem będzie, że jakieś androny opowiadam).
A potem było siedzenie, którego przebiegu nie będę streszczał. Tyle że widziałem, jak promienie wschodzącego słońca przesuwają się po chropowatej ścianie – a lubię ten widok.
Na zakończenie usiedliśmy przed laptopem i zoomem. Chwilę porozmawialiśmy z mistrzynią Gu Ja, która z nami siedziała online. Na początku myślałem, że byli tak mili i ze względu na mnie mówiliśmy po angielsku. Potem zdałem sobie sprawę, że dla mistrzyni. To, co mnie bardzo poruszyło, to słowa Gu Ja w odpowiedzi na to, że Michael powiedział, że w poniedziałek będzie sam obsługiwał dwa instrumenty używane w trakcie praktyki i że może będzie po prostu sam. Powiedziała zupełnie naturalnym głosem: „Nie szkodzi, jeden człowiek to cały wszechświat.” Wspaniałe, prawda?
To już koniec tej relacji. Tylko jeszcze wyjaśnienie: piszę to, bo lubię odwiedzać miejsca praktyki, siedzieć z ludźmi i dzielić się wrażeniami. Ale też dlatego, że ostatnio tak mam, że jestem – jakby to powiedzieć? – oczarowany praktyką i życiem, które jest od niej nieoddzielne. Ale nie umiem za cholerę się tym podzielić, przekazać tego. Jestem sam w Czystej Krainie. Jest pięknie, ale też smutno i samotnie bardzo, bo kiedy mówię „Zobacz!”, nie ma niczego, na co mogę wskazać… Ot, wycieczka do Berlina i że jeden człowiek to cały wszechświat.
Totai

Fragment książki Thích Nhất Hạnha „The Bodhisattva Path. Commentaries on the Vimalakirtinirdesa and Ugrapariprccha Sutras”, Palm Leaves Press, 2022, str. 163-167
Kiedy już [Bodhisatwa Mañdziuśrī i Wimalakīrti] wymienili uprzejmości, bodhisatwa zagaił poważniej:
„Jaka jest przyczyna twojej choroby? Jak długo źle się czujesz? Co trzeba zrobić, byś odzyskał zdrowie?”
I tu Wimalakīrti zaczyna mowę Dharmy:
„Choroba moja bierze się z niewiedzy związanej z żądzą.”
Oczywiście ta diagnoza nie dotyczy tylko Wimalakīrtiego, ale wszystkich czujących istot. Powodem choroby jest niewiedza. Niewiedza to brak rozumienia albo jego nadmiar, kiedy gromadzimy zbyt wiele wiedzy, zwłaszcza tej, w której obecne są uprzedzenia, która jest nieprawidłowa, przesłania nam drogę i wprowadza nas w stagnację. Jeśli jesteśmy mądrzy, wiedza przysłuży się naszemu rozumieniu. Jeśli nie, to stanie się przeszkodą i ograniczy czy zatrzyma swobodę umysłu.
Choroba czujących istot wywodzi się z niewiedzy. Żądza jest skutkiem niewiedzy. W tym wypadku żądza oznacza przywiązanie, lgnięcie i dążenie do tego, co nie jest warte naszego pożądania. Coś może nas niszczyć, a i tak pożądamy. Powstaje więc cierpienie. To jest choroba. Spośród dwunastu ogniw współzależnego powstawania to niewiedza jest ogniwem wymienianym na ogół jako pierwsze. Żądza prowadzi do przywierania, czyli do tego, że z całych sił chwytamy się czegoś, na ogół idei. Żądza i przywiązanie to choroby czujących istot.
„Skoro istoty chorują, ja choruję.”
To jeden ze słynnych cytatów z Vimalakīrtinirdeṣa. Mówi o nauczaniu o uwarunkowanym powstawaniu i współbyciu. Tak to jest. Jeśli społeczeństwo choruje, i my się rozchorujemy. Niezwykle trudno uniknąć zachorowania, gdy chora jest społeczność, chyba że mamy dużo wolności, bardzo silne aspiracje i potrafimy budować wały ochronne i fosy, które chronią przed chorobą. Owe wały ochronne i fosy to w przypadku osób praktykujących wskazania, skupienie, wgląd i sangha.
Gdy żyjemy w społeczeństwie nękanym przemocą i nienawiścią, w którym nie ma więzi braterskiej ni siostrzanej, wówczas wszystko, co słyszymy, widzimy i odczuwamy, stać się może kanałem, przez który do naszych ciał i umysłów dostaje się choroba. Zarazimy się wcześniej czy później. I my poniesiemy w społeczność przemoc, nienawiść, podejrzliwość i depresję. Jeżeli wiemy, jak praktykować i jak niczym ze zbroi korzystać ze wskazań, skupienia i wglądu, jeżeli wiemy, jak korzystać z sanghi w odżywczy sposób, możemy zarażenia uniknąć. „Jeśli środowisko choruje, rozchorujemy się i my.” to zasada współbycia, pokazana w Sutrze Avataṃsaka.
„Jeśli żyjące istoty przestaną chorować, będę automatycznie uleczony.”
W pierwszej mowie Dharmy, jaką wygłosiłem w czasie odosobnienia dla północnoamerykańskich weteranów wojennych, odwołałem się do tej idei. Dzięki temu od początku odosobnienia mogłem zacząć pomagać im w rozsupływaniu węzłów ich cierpienia. To ludzie o licznych kompleksach. Przyjechali do Wietnamu toczyć wojnę, a do domu wrócili straumatyzowani. Ponieśli porażkę, więc inni Amerykanie nie okazywali wdzięczności. Weteranom nie byli wdzięczni ani ci, którzy brali stronę „jastrzębi”, ani ci, którzy sprzeciwiali się wojnie. Przez to byli żołnierze bardzo po powrocie do domu cierpieli. Ani jastrzębie, ani przeciwnicy wojny nie chcieli nic wiedzieć o weteranach i ich cierpieniu. Ani jedni, ani drudzy nie oferowali próby zrozumienia, przyjęcia ani współczucia. Żołnierze wracający do kraju byli stale chorzy na ciele i duszy. Niemal wszyscy potrzebowali leczenia psychiatrycznego. Cierpieli i o cierpienie przyprawiali żony, dzieci i otaczającą ich społeczność.
Kiedy po raz pierwszy wszedłem do sali, w której dawano mowy, poczułem ciężki i duszny nastrój, i powiedziałem: „Wasze cierpienie jest cierpieniem tych, którzy nie wrócili z wojny. Jeśli nieweterani wiedzieliby, jak praktykować, to i wy bylibyście uleczeni. Ponieważ brak im rozumienia, współczucia i tolerancji, wy wciąż chorujecie. Gdyby praktykowali, gdyby współczuli i rozumieli, i wy bylibyście uzdrowieni.” Mówiłem najprościej, jak umiałem, a oni natychmiast pojmowali. Nie posługiwałem się słownictwem buddyjskim Vimalakīrtinirdeśy, w której mówi się:
„Jeśli bodhisatwa chce wyzdrowieć, musi postępować tak, by wyleczyć żyjące istoty. Kiedy żyjące istoty się wyleczą, wyleczy się bodhisatwa.”
Wimalakīrti rzekł:
„Pytasz, Bodhisatwo Mañdziuśrī, 'Skąd bierze się twoja choroba?’ Moja odpowiedź brzmi: Powodem, dla którego bodhisatwa choruje, jest jego współczucie.”
Ów bodhisatwa odczuwa ból żyjących istot jako swój własny, ponieważ dostrzega prawdę współbycia, zgodnie z którą skoro ty chorujesz, to choruję i ja. Choć zamykasz się w wieży z kości słoniowej, w sandze, i przestrzegasz wskazań, czujesz ból swojej społeczności. By naprawdę być bodhisatwą, musisz doświadczyć choroby. Wiesz jednak, że by uleczyć żyjące istoty, musisz najpierw zaradzić własnej chorobie. Bodhisatwa poznaje sztukę leczenia, by wyleczyć siebie, a potem pomóc leczyć się żyjącym istotom i tej planecie. Co więcej, bodhisatwa nie pozwala, by proces leczenia rozpoczął się zbyt późno. Nawet, jeśli choroba jest bardzo ciężka, bodhisatwa wie, że leczyć może każdy krok, każdy oddech. Rozchorować się można w każdej chwili. W każdej chwili można się wyleczyć. Możemy więc powiedzieć: „Skoro istoty chorują, ja choruję.”, ale powinniśmy dodać: „Skoro ja się leczę, leczą się żyjące istoty.” Nie możemy tylko rzec: „Choruję, bo chorują żyjące istoty.” i tak to zostawić. Wielką aspiracją bodhisatwy jest, by tak długo, jak długo cierpią żyjące istoty, pozostać w tym ich świecie i pomóc im się leczyć. Bodhisatwa nie boi się narodzin, choroby, starości i śmierci – skorzysta z tej fali, by ratować tonących.
tłum. Totai
Compassion is not just about kind acts; actually it is about being aware of the suffering of other sentient beings from the view of the actual nature of things.
Avalokitesvara is ear counciousness. Nothing else.
A, to dlatego: „Ty, który widzisz dźwięki świata…” Rozumiem.

Czytam:
Uważne chodzenie jest kolejną okazją do fundowania sobie momentów szczęścia i zdrowienia (…). Za każdym razem, gdy stawiasz krok z wdechem i wydechem, możesz rozkoszować sie doznaniem kontaktu stóp z ziemią. Stawiając krok w uważności, wracasz do siebie. Każdy krok pomaga ci się skontaktować z twoim ciałem. Sprowadza cię z powrotem do domu, do tu i teraz. Kiedy więc idziesz z parkingu albo z przystanku autobusowego do miejsca pracy, kiedy idziesz na pocztę albo do sklepu, dlaczego nie miałbyś z każdym krokiem wracać do domu?
I kiedy czytam, to myślę, czy tego da się nauczyć, czy raczej Thay tak miał, że umiał. Czy to jest instrukcja, czy raczej opis, jak to miał Thay? Na przykład: czy udało mu się THN komuś konkretnemu przekazać tę umiejętność? Czy któraś z jego uczennic/któryś z uczniów też tak umie dzięki nauczaniu Thaya?
Bo może nie. Może to nie jest przekazywalne, ale raczej jest z dowolnego powodu (taka karma) umiejętnością posiadaną przez daną osobę.
źródło: Thich Nhat Hanh, „Cisza”, tłum. Jerzy Paweł Listwan, Wyd. Czarna Owca, 2016, str. 149
Czy dobrze wydaje mi się, że to są ideogramy chińskie na ciało, mowę i umysł?
身 語 意
A po tybetańsku to będzie ku sung tuk? Jak tutaj?
Praise
ཧཱུྃ༔ སྒེག་དཔའ་འཇིགས་རུང་བླ་མ་དྲག་པོའི་སྐུ༔
hung, gek pa jikrung lama drakpö ku
Hūṃ. The body of the wrathful guru is captivating, heroic, and fearsome.
དགོད་གཤེ་དྲག་ཤུལ་རྟ་མཆོག་རོལ་པའི་གསུང་༔
gö shé drakshul tachok rolpé sung
His speech, the display of Hayagrīva, is menacing laughter, stern and ferocious.
སྙིང་རྗེ་རྔམས་ཞི་ཡེ་ཤེས་ཁྱུང་གི་ཐུགས༔
nyingjé ngam zhi yeshe khyung gi tuk
His mind of the garuḍa of primordial wisdom is compassionate, awesome, and peaceful.
to z https://www.lotsawahouse.org/tibetan-masters/namkha-tsewang-chokdrup/takhyung-barwa-liturgy
A w sanskrycie to będzie kaja, waka, citta? To z kolei – i w ogóle ten temat – biorę z wykładu Dzongsara Khyentse Rinpocze o Maha Guru: https://www.youtube.com/watch?v=rt_mwvam8JY
Mamy dziś siódmy i ostatni dzień sesshin. Zaszliśmy już tak daleko, że nie możemy odpuścić! Jedyna droga to tu zostać. Jestem przeświadczony, że zbiory będę miał świetne. Może wam się zdaje, że dojrzali jeszcze nie jesteście, ale choć wciąż dojrzewacie, to jeśli tylko pobędziecie w naszym spichrzu, dobre z was będą jabłka. Nie mam się więc czym martwić, a i wy według mnie nie macie powodu, by się niepokoić o praktykę.
Przynajmniej niektórzy przyjechaliście na to sesshin, bo macie wiele kłopotów. Wydawało wam się, że jeśli posiedzicie tu siedem dni, kłopoty się rozwiążą, ale jakie by nie były, rozwiążą się tak czy siak. Budda nie da ci więcej trudności, niż potrafisz rozwiązać, ani niż ci potrzeba. Jakie te trudności by nie były, jest ich w sam raz. Gdy są niewystarczające, Budda jest gotów dać ci więcej – dokładnie tyle, ile ci trzeba, by je docenić. Budda nieustannie ci coś daje. Jeśli nie zmagasz się z niczym, życie wydaje ci się puste. Myślę więc, że masz ufać Buddzie. Żyć bez trudności to jak siedzieć w tym zendo siedem dni i nic nie robić.
Gdy tak przez siedem dni tu medytowaliście, mieliście wiele kłopotów. Może ci się zdaje, że więcej masz trudności, gdy siedzisz, niż na co dzień. Tak naprawdę po prostu odkrywasz problemy, które już wcześniej ci towarzyszyły, ale ogłupiały cię inne sprawy. Kiedy nie dostrzegasz swoich trudności, dopadną cię znienacka. Nie pojawi się żaden kłopot, którego wcześniej by już nie było, tylko że skoro ich nie widzisz, to się tego nie spodziewasz. Dlatego lepiej dostrzegać trudności tak szybko, jak to możliwe.
Uczniowie soto siedzą zazen twarzą do ściany. Za tobą jest Budda, a ty mu ufasz. Jeśli ufasz zupełnie, nie musisz zwracać się ku niemu. To postawa pełnego zaufania. To zza pleców, nie z przodu, nadejdą wrogowie czy trudności. Czyli zwracać się tyłem ku Buddzie to wyraz pełnej wobec niego ufności.
Choćby wydawało ci się, że trudności masz za dużo, kiedy ufasz Buddzie, siedzisz ze swoimi problemami. Potrzeba ci zarazem gotowości, by odmówić przyjęcia trudności, gdyby to miało być już za dużo. Budda może powiedzieć: „Skoro naprawdę ci tego nie trzeba, to w każdej chwili przyjmę tę trudność z powrotem. Oddaj mi ją.” Ale stopniowo kłopot przemieni się w coś, czego ci trzeba. Pomyślisz: „Jeśli odmówię przyjęcia tej trudności, mogę potem żałować. Ponieważ nie wiem za dobrze, czy to prawdziwy kłopot, czy pomoc ze strony Buddy, może lepiej ją wziąć.” Jeśli tak właśnie siedzisz, przekonasz się, że twe trudności to drogocenne skarby zupełnie ci niezbędne.
Dopóki nie zgodzisz się na trudności, jakich w swej funkcji doświadczasz, nie możesz zaakceptować tego, kim jesteś. W prawdziwy sposób siedzieć nie możesz. Kiedy uspokajasz umysł, ufasz Buddzie i zwyczajnie siedzisz, nie ma pomieszania ani trudności. Kiedy starcza ci cierpliwości, by poczekać, aż trudność w coś ci się ułoży, możesz docenić, że tu jesteś i powierzone ci zadania, co by to nie było. Tak praktykujesz zazen.
Kiedy praktykujesz zazen, nie musisz czekać, aż Budda pomoże ci w rozwiązaniu problemów. Budda już ci pomaga, tyle że zwykle jego pomocy nie przyjmujemy. Kiedy prosisz o pomoc, prosisz o coś, co jeszcze nie nadeszło. Odmawiasz przyjęcia skarbu, który już masz. Przypominasz świnię. Kiedy byłem mały, mój bardzo ubogi ojciec hodował świnie. Gdy świniom dać wiadro jedzenia, dopóki się przy nich stoi, nie będą jadły, tylko czekały, że dostaną więcej. Jeśli odejść zbyt szybko, rzucą się za tobą i wywrócą wiadro z jedzeniem. Trzeba więc bardzo uważać.
Tak właśnie, jak myślę, postępujecie. Zamiast zająć się kłopotami, które macie, przysparzacie ich sobie więcej, bo rozglądacie się za czymś jeszcze. Tylko że nie ma potrzeby już niczego szukać. Problemów masz pod dostatkiem, w sam raz. To tajemnicza sprawa, tajemnica życia. Mamy w sam raz trudności, nie za dużo, nie za mało. Nie trzeba więc zwracać się po pomoc.
Jeśli nie brak ci cierpliwości, nie brak siły na przyjęcie trudności, to możesz siedzieć cicho i spokojnie, ufając Buddzie i swojemu jestestwu. Dostajesz pomoc, i to w sposób doskonały, więc możesz istnieć tutaj. Jeżeli będzie tego za dużo – umrzesz, i jeśli za mało – umrzesz. Dostajesz właśnie to, czego ci trzeba. Pozostaje więc po prostu ufać Buddzie, ufać w swoje tu istnienie. To właśnie nazywamy zen.
Może się wam zdaje, że wszyscy mistrzowie zen są tacy twardzi. Mistrz wydaje się twardy, gdy tego ci właśnie trzeba, ale taki twardy naprawdę nie jest – jest odpowiednio twardy dla ciebie, i tyle! Tak naprawdę nie potrzebujesz swego mistrza, jeśli wiesz, jak praktykować zazen.
Chcę, byście po prostu siedzieli, gotowi na wyjazd na targ, jak dojrzałe jabłka. Siedźmy z pełnym uznaniem dla naszej praktyki.
Dziękuję wam bardzo.
Rosi Shunryū Suzuki, „not always so”, rozdz. Just Enough Problems, tłum. Totai
Part 3. Teaching on Samantabhadra’s King of Aspiration Prayers ‒ Dzongsar Khyentse Rinpoche
Pyt.: Czy zechciałby Rinpocze odwołując się do alegorii spadania we śnie objaśnić różnicę między tradycjami therawady, mahajany i ważdżrajany?
Rinpocze upewnia się, że chodzi tylko o różnicę między tymi trzema, na co pytająca zdezorientowana sprawdza, czy poza tymi trzema są jakieś inne jany, co w konwersacji w czasie wykładu wypada śmiesznie, a beznadziejnie drętwo tutaj. Ten fragment więc staram się pominąć.
Odp.: Cóż, muszę mówić zwięźle. Różnicę można wyjaśniać na wiele sposobów. Ja skorzystam tylko z jednego. Mówię o praktyce. Weźmy więc za przykład złość – jak z nią postępować. W therawadzie powiedzą: „O, złość jest czymś bardzo złym! Masz dużo o tym czytać, że jest czymś złym. Potrzeba ci dużo maitri, miłości.” Tak by się z tym obeszli – śamatha, wipaśana, itp. Podejście mahajany jest takie: „Wszystkich czujących istot złość niech na mnie spłynie!” – tak by postąpili w mahajanie. Z kolei wadżrajana: „Co ty mówisz, że złość jest czymś złym? To tylko takie zjawisko psychiczne. Niech cię po prostu nie porwie, a tylko się jej przyglądaj.” Słynne: pang gyur shes gsum – gdzie pang to poniechanie, gyur – przekształcenie, a she – wiedzieć. Chodzi też o uczniów – uczniowie różnie to słyszą. Chciałbym, żeby nieobecny uczeń powiedział, co usłyszał…
tłum. Totai

Jest sobie tekst i jest sobie wszystko, co mu towarzyszy, tj. wszystkie znaczenia, wrażenia, itp. Niejasne? Nie musi być.
Totai
Znalazłem:
Ja – kim ja jestem?
Jestem nikim
Mogę być każdym
———————————————————————————————
Jestem Kuntuzangpo, którego nie da się zobaczyć, gdy patrzeć
Jestem melodią, której nie da się usłyszeć, gdy słuchać
Jestem prawdą, której nie da się poznać, gdy próbować
Jestem energią, której nie da się zatrzymać, gdy stawiać jej opór
Znasz mnie?
Jestem nikim
———-
Jestem przestrzenią między myślami
Jestem radością między chwilami bólu
Jestem pewnością między strachami
Jestem pokojem między wojnami
Znasz mnie?
Mogę być każdym
———-
Jesteś światłem, które widzi ciemność
Jestem uchem współczucia, które słyszy cierpienie
Jestem ciepłem serca, które przynosi radość
Jestem mocą umysłu, która służy innym
Znasz mnie?
Jestem nikim
———-
Jestem źródłem wszystkiego
Jestem przestronnością bezkresnego nieba
Jestem promiennym światłem, co jest wszędzie
Jestem wiatrem, który niesie siłę życiową
Jestem ogniem, który ożywia ciało
Znasz mnie?
Mogę być każdym
———-
Jestem schronieniem w tobie stale obecnym
Jestem wartością, która spontanicznie się przejawia
Jestem energią, która powstaje naturalnie i nie zamiera
Jestem działaniem, które ze współczuciem służy innym
Znasz mnie?
Jestem nikim
———-
Jestem matką, która kocha
Jestem przyjacielem, któremu można ufać
Jestem mocą, która chroni przed wrogami
Znasz mnie?
Mogę być każdym
———-
Jestem domem dla ciebie bezdomnego
Jestem przyjacielem dla ciebie samotnego
Jestem mocą dla ciebie słabego
Jestem majątkiem dla ciebie biednego
Jestem lustrem, w którym widzisz siebie.
Znasz mnie?
———-
Ja – kim ja jestem?
Jestem nikim
Mogę być każdym
———-
na angielski przełożyli Tenzin Łangjal i Steven Goodman, na polski z angielskiego – Totai