Mamy dziś siódmy i ostatni dzień sesshin. Zaszliśmy już tak daleko, że nie możemy odpuścić! Jedyna droga to tu zostać. Jestem przeświadczony, że zbiory będę miał świetne. Może wam się zdaje, że dojrzali jeszcze nie jesteście, ale choć wciąż dojrzewacie, to jeśli tylko pobędziecie w naszym spichrzu, dobre z was będą jabłka. Nie mam się więc czym martwić, a i wy według mnie nie macie powodu, by się niepokoić o praktykę.
Przynajmniej niektórzy przyjechaliście na to sesshin, bo macie wiele kłopotów. Wydawało wam się, że jeśli posiedzicie tu siedem dni, kłopoty się rozwiążą, ale jakie by nie były, rozwiążą się tak czy siak. Budda nie da ci więcej trudności, niż potrafisz rozwiązać, ani niż ci potrzeba. Jakie te trudności by nie były, jest ich w sam raz. Gdy są niewystarczające, Budda jest gotów dać ci więcej – dokładnie tyle, ile ci trzeba, by je docenić. Budda nieustannie ci coś daje. Jeśli nie zmagasz się z niczym, życie wydaje ci się puste. Myślę więc, że masz ufać Buddzie. Żyć bez trudności to jak siedzieć w tym zendo siedem dni i nic nie robić.
Gdy tak przez siedem dni tu medytowaliście, mieliście wiele kłopotów. Może ci się zdaje, że więcej masz trudności, gdy siedzisz, niż na co dzień. Tak naprawdę po prostu odkrywasz problemy, które już wcześniej ci towarzyszyły, ale ogłupiały cię inne sprawy. Kiedy nie dostrzegasz swoich trudności, dopadną cię znienacka. Nie pojawi się żaden kłopot, którego wcześniej by już nie było, tylko że skoro ich nie widzisz, to się tego nie spodziewasz. Dlatego lepiej dostrzegać trudności tak szybko, jak to możliwe.
Uczniowie soto siedzą zazen twarzą do ściany. Za tobą jest Budda, a ty mu ufasz. Jeśli ufasz zupełnie, nie musisz zwracać się ku niemu. To postawa pełnego zaufania. To zza pleców, nie z przodu, nadejdą wrogowie czy trudności. Czyli zwracać się tyłem ku Buddzie to wyraz pełnej wobec niego ufności.
Choćby wydawało ci się, że trudności masz za dużo, kiedy ufasz Buddzie, siedzisz ze swoimi problemami. Potrzeba ci zarazem gotowości, by odmówić przyjęcia trudności, gdyby to miało być już za dużo. Budda może powiedzieć: „Skoro naprawdę ci tego nie trzeba, to w każdej chwili przyjmę tę trudność z powrotem. Oddaj mi ją.” Ale stopniowo kłopot przemieni się w coś, czego ci trzeba. Pomyślisz: „Jeśli odmówię przyjęcia tej trudności, mogę potem żałować. Ponieważ nie wiem za dobrze, czy to prawdziwy kłopot, czy pomoc ze strony Buddy, może lepiej ją wziąć.” Jeśli tak właśnie siedzisz, przekonasz się, że twe trudności to drogocenne skarby zupełnie ci niezbędne.
Dopóki nie zgodzisz się na trudności, jakich w swej funkcji doświadczasz, nie możesz zaakceptować tego, kim jesteś. W prawdziwy sposób siedzieć nie możesz. Kiedy uspokajasz umysł, ufasz Buddzie i zwyczajnie siedzisz, nie ma pomieszania ani trudności. Kiedy starcza ci cierpliwości, by poczekać, aż trudność w coś ci się ułoży, możesz docenić, że tu jesteś i powierzone ci zadania, co by to nie było. Tak praktykujesz zazen.
Kiedy praktykujesz zazen, nie musisz czekać, aż Budda pomoże ci w rozwiązaniu problemów. Budda już ci pomaga, tyle że zwykle jego pomocy nie przyjmujemy. Kiedy prosisz o pomoc, prosisz o coś, co jeszcze nie nadeszło. Odmawiasz przyjęcia skarbu, który już masz. Przypominasz świnię. Kiedy byłem mały, mój bardzo ubogi ojciec hodował świnie. Gdy świniom dać wiadro jedzenia, dopóki się przy nich stoi, nie będą jadły, tylko czekały, że dostaną więcej. Jeśli odejść zbyt szybko, rzucą się za tobą i wywrócą wiadro z jedzeniem. Trzeba więc bardzo uważać.
Tak właśnie, jak myślę, postępujecie. Zamiast zająć się kłopotami, które macie, przysparzacie ich sobie więcej, bo rozglądacie się za czymś jeszcze. Tylko że nie ma potrzeby już niczego szukać. Problemów masz pod dostatkiem, w sam raz. To tajemnicza sprawa, tajemnica życia. Mamy w sam raz trudności, nie za dużo, nie za mało. Nie trzeba więc zwracać się po pomoc.
Jeśli nie brak ci cierpliwości, nie brak siły na przyjęcie trudności, to możesz siedzieć cicho i spokojnie, ufając Buddzie i swojemu jestestwu. Dostajesz pomoc, i to w sposób doskonały, więc możesz istnieć tutaj. Jeżeli będzie tego za dużo – umrzesz, i jeśli za mało – umrzesz. Dostajesz właśnie to, czego ci trzeba. Pozostaje więc po prostu ufać Buddzie, ufać w swoje tu istnienie. To właśnie nazywamy zen.
Może się wam zdaje, że wszyscy mistrzowie zen są tacy twardzi. Mistrz wydaje się twardy, gdy tego ci właśnie trzeba, ale taki twardy naprawdę nie jest – jest odpowiednio twardy dla ciebie, i tyle! Tak naprawdę nie potrzebujesz swego mistrza, jeśli wiesz, jak praktykować zazen.
Chcę, byście po prostu siedzieli, gotowi na wyjazd na targ, jak dojrzałe jabłka. Siedźmy z pełnym uznaniem dla naszej praktyki.
Dziękuję wam bardzo.
Rosi Shunryū Suzuki, „not always so”, rozdz. Just Enough Problems, tłum. Totai




